Translate

czwartek, 21 listopada 2013

Benefit - They're Real! - czyli maskara dająca efekt sztucznych rzęs

Hej śliczne!

Dawno mnie tutaj nie było .. Ostatnio rozpoczęłam drugą pracę, do tego dochodzą jeszcze studia, a więc czasu wolnego zostaje mi naprawdę niewiele .. W przyszłym tyg pracuję np. od poniedziałku do niedzieli! Ale nie o tym miałam dzisiaj pisać. Tematem dzisiejszej notki będzie kosmetyk, bez którego nie wyobrażam sobie zrobienia makijażu, nie tylko na wieczór, ale również na co dzień. Mam na myśli tusz do rzęs, a konkretnie maskarę Benefit They're Real!
Nigdy nie narzekałam na moje rzęsy, wręcz przeciwnie - wiele osób zachwycało się nimi, kilka razy byłam nawet pytana czy nie są sztuczne (ostatnio jedna Pani stwierdziła, że mam rzęsy "jak laleczka" :D). Myślę jednak, że jest to również po części zasługa dobrze dobranego tuszu. Jedną z lepszych maskar, jaką do tej pory miałam przyjemność używać jest właśnie maskara Benefit They're Real! Mogę nawet śmiało stwierdzić, że jest to tusz idealny, który pogrubia, wydłuża i podkręca rzęsy dając w ten sposób niesamowity efekt.

Bardzo podoba mi się srebrne opakowanie, w jakim znajduje się kosmetyk. Prezentuje się naprawdę elegancko i kobieco. Za 8,5 g tuszu zapłacimy mniej więcej 100 zł. Cena dość konkretna, jednak w pełni adekwatna do jakości maskary. 
Duża, silikonowa szczoteczka to moim zdaniem świetne rozwiązanie - pięknie rozczesuje, rozdziela i unosi rzęsy. Dodatkowo szczoteczka jest zaokrąglona i zakończona wypustkami, dzięki czemu z łatwością można nią manewrować podkreślając nawet najmniejsze rzęski od wewnętrzego kącika oka aż do zewnętrznego.
Kolejnym znaczącym atutem tuszu jest jego kolor - głęboka, nasycona czerń. Nie lubię, gdy kolor tuszu po nałożeniu na rzęsy staje się taki zgaszony .. Tutaj na pewno się nie rozczarujecie pod tym względem, bo czerń jest naprawdę intensywna.

Maskara nie skleja rzęs, nie tworzy grudek i nie osypuje się (możemy zapomnieć o nieestetycznym efekcie pandy i rozmazanym tuszu na powiece).

Dzięki niej w kilka sekund można z łatwością wyczarować wachlarz rzęs. Nie spotkałam się wcześniej z tuszem dającym tak spektakularny efekt. Naprawdę śmiało można go porównać ze sztucznymi rzęsami.

Jeśli jeszcze go nie miałyście a nadal szukacie swojego faworyta wśród tuszy do rzęs to koniecznie wypróbujcie! :)

Na koniec moje rzęsy z jedną warstwą tuszu:
(Efekt oczywiście można stopniować nakładając kolejne warstwy).

Według mnie daje radę, a Wy co myślicie? ;)

poniedziałek, 28 października 2013

Pink, beige & gold manicure

Hej!

Witam Was wieczorową porą ;d w ciągu dnia niestety jestem zbyt zajęta, aby poświęcać czas na blogowanie .. Przyznam, że zaczyna mi tego brakować, więc będę się starała częsciej tu zaglądać :).

Dzisiaj dla odmiany post paznokciowy . Dawno nie dodawałam zdjęć żadnego manicuru, a dziś postanowiłam moje paznokcie pomalować nieco inaczej niż zwykle, więc stwierdziłam, że Wam je pokażę :). A moze akurat komuś wpadną w oko i będą inspiracją do stworzenia własnego nietypowego manicuru.
Kolory jakie wybrałam na dziś to róż i beż z domieszką złota ..

Lakiery jakich użyłam znajdują się na poniższym zdjęciu. Pastelowy róż Inglot nr 972, beż również Inglot nr 117 oraz złotko Sally Hansen nr 310 Guilty Pleasure.
Wszystkie trzy bardzo lubię. Zarówno Inglot jak i Sally Hansen mają produkty, które nie tylko pięknie zdobią paznokcie, ale też cieszą się nienaganną jakością. Zwłaszcza te z Sally Hansen. Dzięki nim możemy przez kilka dni cieszyć się nienaruszonym manicurem :).
 Jak Wam się podoba takie połączenie?

piątek, 18 października 2013

Dove Deeply Nourishing Creme Mousse

Hej hej!

Wiem, daaawno mnie tutaj nie było. Ciągle praca, szkoła .. Czas wolny dla siebie to ostatnio rzecz, której najbardziej mi brakuje. Dzisiaj znalazłam jednak chwilkę, więc postanowiłam się odezwać i pokazać Wam przy okazji jedną nowość, która mnie mile zaskoczyła, a mianowicie żel pod prysznic w formie musu od Dove.
Kremowy mus pod prysznic to kosmetyk, który znajduje się w 200 ml, plastikowej butelce, która zamykana jest na solidny zatrzask.
Mus ma bardzo przyjemny zapach, który kojarzy mi się z czystością i świeżością. Zapach podczas prysznicu wypełnia całą łazienkę, a po jej opuszczeniu długo jeszcze jest wyczuwalny na skórze. 
Konsystencja kosmetyku to gęsty, kremowy mus. Po kontakcie z wodą zamienia się w aksamitną piankę, która świetnie rozprowadza się po skórze dokładnie ją oczyszczając.
Żele Dove to jedne z moich ulubionych, ponieważ nie wysuszają skóry. Zauważyłam nawet, że skóra po ich użyciu nie wymaga balsamowania :). Serio! Chociaż ja i tak nigdy nie pomijam tego kroku w pielęgnacji mojej skóry. No ale gdybym kiedyś nie miała na to czasu, to wiem, że ten mus na pewno mojej skórze krzywdy nie zrobi i odpowiednio o nią zadba. 
Ciało po prysznicu jest miękkie, gładkie i pięknie pachnące. Skóra wygląda na zadbaną i wypielęgnowaną.
Czego chcieć więcej? Żel pod prysznic, który oprócz mycia dodatkowo dba o prawidłowe nawilżenie skóry jest dla mnie w zupełności wystarczający. Ja na pewno zostanę przy nim na dłużej :). A Wy? Znacie ten mus? 

niedziela, 6 października 2013

L'Oreal Elseve Cement-Ceramid natychmiastowa kuracja odbudowująca

Hej!
Rzadko kiedy piszę o kosmetykach przeznaczonych do pielęgnacji włosów. Może to dlatego, że często je zmieniam i nie przywiązuję się raczej do jednego produktu. Tym razem chyba będzie jednak inaczej i odżywka, jaką dzisiaj Wam przedstawię coś czuję, że zadomowi się w mojej łazience na dłużej .. 
O czym mowa?
L'Oreal Elseve Cement-Ceramid natychmiastowa kuracja odbudowująca.
Opakowanie odżywki to 200 ml tuba w złotym kolorze, zamykana na solidny zatrzask.
Odżywka ma kremową, aksamitną konsystencję, którą łatwo nakłada się na włosy. Ma jasny kolor wpadający lekko w beż/róż i piękny zapach, który długo utrzymuje się na włosach.
Sposób użycia kosmetyku to standardowe wmasowanie odżywki we włosy aż po same końce z jedną małą różnicą - odżywkę od razu można spłukać. Nie jest konieczne pozostawianie jej na włosach na kilka minut, co dla mnie jest bardzo wygodnym i ułatwiającym życie rozwiązaniem ;).

Odżywka ma za zadanie wypełnienie ubytków i wzmocnienie łusek włosów. Efekt powinien być widoczny już po pierwszym użyciu. Czy rzeczywiście warto ją wypróbować?
Warto! :)

Przyznam szczerze, że z początku sądziłam, że odżywka, którą od razu można spłukać praktycznie zaraz po nałożeniu niewiele może zdziałać .. Myślałam, że skoro jest na włosach tylko chwilę to przez ten czas raczej nie odbuduje naszych włosów ..
A jednak! Już po pierwszym użyciu zauważyłam widoczną poprawę w kondycji moich włosów. 
Po wyschnięciu włosy są idealnie gładkie i lśniące. Z łatwością się rozczesują. Końcówki włosów są scalone. Nie ma mowy o sianowatych, suchych kosmykach odstających na wszystkie strony świata. Włosy wyglądają zdecydowanie zdrowiej, są odżywione i pięknie pachną.
Nie wiem jednak, jak odżywka sprawdzi się w przypadku włosów zniszczonych .. Od dawna nie używam prostownicy, po suszarkę sięgam kilka razy w roku, więc na stan moich włosów raczej nie narzekam. Mam nadzieję, że dla bardziej zniszczonych włosów kosmetyk okaże się być prawdziwą kuracją odbudowującą, zgodnie z obietnicą producenta. 
Dla mnie jest to po prostu dobra odżywka, która w pełni spełniła moje oczekiwania. Mogę Wam ja więc z czystym sumieniem polecić :).
Cena odżywki wynosi ok 20 zł.

wtorek, 24 września 2013

Tołpa Dermo Body - ekspresowe serum antycellulitowe 14 dni

Hej!

Dziś pokażę Wam kosmetyk, jakiego do tej pory na moim blogu jeszcze nie było, a mianowicie ekspresowe serum antycellulitowe 14 dni z efektem ultradźwięków i komórkami macierzystymi z linii Dermo Body marki Tołpa.
 W sumie nigdy nie miałam zbyt widocznego cellulitu, jednak chyba każda z nas chce, aby nasza skóra wyglądała jak najlepiej, postanowiłam więc go wypróbować. Serum stosuję już ponad 2 tygodnie (wmasowuję je codziennie wieczorem, po kąpieli, wyłącznie w skórę ud), a więc czas podzielić się moją opinią na jego temat ;).

Jak sama nazwa kosmetyku wskazuje - jego zadaniem jest walka z cellulitem. Po 14 dniach redukcja cellulitu powinna być już widoczna, dzięki czemu ciało ma wyglądać smukło i zdrowo. Poza tym serum ma właściwości usprawniające mikrokrążenie, nawilżające, uelastyczniające i ujędrniające. Czy to wszystko nie brzmi razem cudownie? 
Przejdźmy zatem od razu do mojej recenzji, żeby dowiedzieć się jak jest naprawdę :).

Opakowanie kosmetyku to przezroczysta butelka o pojemności 250 ml, która dzięki aplikatorowi w postaci pompki jest bardzo wygodna w użyciu.
Konsystencja serum jest dość rzadka, wręcz lejąca się, jednak po nałożeniu na skórę nie spływa z niej. 
Kosmetyk ma nietypowy złocisto-beżowy kolor z zatopionymi mieniącymi się drobinkami. 
Bardzo odpowiada mi również delikatny i kobiecy zapach serum, kojarzący mi się z luksusowymi perfumami.
(Zdjęcia niestety tego nie oddają, ale musicie mi wierzyć na słowo, że kolorystyka serum jest naprawdę wyjątkowa - ma perłową poświatę, która w słońcu mieni się na różowo, a złociste drobinki pięknie połyskują - coś wspaniałego ;d).

Po nałożeniu na skórę migoczące drobinki pięknie ją rozświetlają. Efekt ten nie jest jednak tandetny, a bardzo subtelny i delikatny, dzięki czemu ciało zdecydowanie lepiej się prezentuje.

Wchłanialność kosmetyku określiłabym jako umiarkowaną - zaraz po nasmarowaniu skóra lekko się lepi, jednak to uczucie dość szybko mija i po chwili możemy cieszyć się jedwabiście gładkim i delikatnym w dotyku ciałem o subtelnym zapachu.

Dzięki regularnym masażom z użyciem tego serum zauważyłam znaczną poprawę w kondycji skóry. Jest ona doskonale napięta, dogłębnie nawilżona oraz jędrna i przyjemna w dotyku. Miejsca, które były dotknięte leciutkim cellulitem są gładkie, elastyczne i odżywione. Nie ma śladu cellulitu! Naprawdę, zero jakichkolwiek nierówności. Mogę więc z czystym sumieniem stwierdzić, że to serum rzeczywiście działa :).

Jeśli nie jesteście do końca zadowolone z wyglądu Waszej skóry i chcecie go poprawić to jestem pewna, że to serum Wam w tym pomoże.
Ja na pewno po nie sięgnę za każdym razem, gdy tylko moja skóra nie będzie wyglądać tak jakbym sobie tego życzyła.

Cena serum waha się w okolicach 60-70 zł, jednak kosmetyk jest bardzo wydajny i co najważniejsze - skuteczny, dlatego też uważam, że jest wart każdej wydanej na niego złotówki.

niedziela, 22 września 2013

Niedzielne zakupy .. :)

Hej!

Znów mnie tu trochę nie było .. Tym razem zmusiła mnie do tego choroba. W ostatni weekend dopadło mnie jakieś choróbsko, które trzyma mnie w sumie jeszcze do dzisiaj. Oprócz uporczywego kataru, bólu, gardła i głowy zmagam się praktycznie przez cały ostatni tydzień z gorączką sięgającą 39 stopni .. Sama nie wiem do końca co mi dolega, być może ma to też jakiś związek z wyrastającą mi właśnie ósemką, która chwilami strasznie daje o sobie znać. Gdzieś wyczytałam, że objawy takie jak ból gardła i gorączka mogą być właśnie związane z wyżynaniem ósemek. No nic, ząb i tak trzeba będzie usunąć, ponieważ takie jest zalecenie mojej ortodontki. Jednak ja jestem straszną panikarą, więc staram się to odsunąć jak najdalej jak to się tylko da. Wiem, że to niezbyt mądry wybór, bo zdaje sobie sprawę, że prędzej czy później i tak mnie to czeka ..
Dzisiaj na szczęście już gorączka spadła nieco poniżej 38 stopni, a ja z racji tego, że trochę lepiej się poczułam, postanowiłam wybrać się na małe zakupy .. :)

Moim głównym celem było znalezienie kozaków. Jednak nie obojętnie jakich. Wychodząc z domu dokładnie wiedziałam, czego chcę. Na pewno nie szukałam butów na obcasie, których mam całą masę. Nie interesowały mnie też raczej wysokie kozaki do kolan, których również mam pod dostatkiem, ani ciepłe buty Emu, które w zeszłym roku dostałam w prezencie od cioci z Australii. Moim typem były krótkie buty na płaskiej podeszwie. Koniecznie skórzane, żeby po jednym sezonie nie wylądowały w koszu.

Mój ideał znalazłam w TK Maxx :).
Brązowe, krótkie kozaczki, na świetnie wyprofilowanej podeszwie, wykonane w pełni ze skóry. W dodatku są bardzo wygodne. Z początku nie byłam przekonana co do ich zakupu, bo szukałam raczej czarnych butów, jednak ostatecznie stwierdziłam, że mam całkiem sporo czarnych i beżowych kozaków, a ani jednej pary w odcieniu brązu. No i cena była też bardzo przekonująca - 179 zł za skórzane buty to naprawdę niewiele. Według mnie są idealne na okres jesienno-zimowy ;).
Przy okazji wypatrzyłam też drugą parę butów - tym razem mój wybór padł na czarne balerinki ozdobione podwójną, lakierowaną kokardką.
Buty są również wykonane ze skóry a ich cena wynosiła 129 zł.
Jak Wam się podobają moje dzisiejsze zakupy? :)

niedziela, 15 września 2013

Nivea Soft - krem intensywnie nawilżający

Hej, hej!
Dziś pokażę Wam kosmetyk, który większości z Was jest pewnie bardzo dobrze znany - krem intensywnie nawilżający Nivea Soft do twarzy, ciała i dłoni.
Jak widzicie na zdjęciu poniżej nowa wersja kremu nie znajduje się w tradycyjnym odkręcanym słoiczku, tylko w wygodnej tubce o pojemności 75 ml.
Z racji tego, że opakowania tego typu kojarzą mi się z kremami do rąk, używam go tylko i wyłącznie do pielęgnacji dłoni. Moja opinia będzie więc dotyczyć jak krem sprawdził się w tej kwestii.

Staram się mieć go zawsze przy sobie. Niewielka tuba bez problemu mieści się w każdej torebce. Kosmetyk zamykany jest na solidny zatrzask - nie ma więc mowy o samoistnym wydostaniu się kremu i pobrudzeniu zawartości torebki.
Konsystencja kremu jest dość gęsta i z początku przypuszczałam, że będzie się on długo wchłaniał w skórę, a po jego użyciu dłonie będą się lepić .. 
Nic bardziej mylnego! Lekka formuła z witaminą E i olejkiem jojoba sprawia, że krem wchłania się w skórę błyskawicznie, nie pozostawiając na dłoniach tłustej warstwy. Po nasmarowaniu ręce są gładkie i miękkie oraz wyglądają na zadbane. Przy regularnym stosowaniu zauważyłam znaczną poprawę skóry wokół paznokci - brak odstających, suchych skórek.
Bardzo odpowiada mi też delikatny, świeży zapach kremu, dający uczucie ulgi i odświeżenia.
Cena kremu również należy do jego plusów - wynosi mniej niż 10 zł (ja za mój zapłaciłam 7,49 w drogerii SuperPharm).

Jak dla mnie kosmetyk ma same zalety i na pewno będę do niego wracać :).
A Wy znacie ten krem? Jak się u Was sprawdził?

niedziela, 8 września 2013

Nowa współpraca - ezebra.pl

Hej!
Ostatnio rzadko kiedy tu zaglądam, ale nie myślcie sobie czasem, że o Was zapomniałam! Po prostu znalazłam nową pracę, która wypełnia teraz większość mojego czasu. W tygodniu jestem w domu po 21 i jedyne o czym marzę po powrocie jest relaksująca kąpiel i sen. 
W piątek, gdy wróciłam do domu czekała na mnie miła przesyłka. Przyznam szczerze, że kompletnie się jej nie spodziewałam, więc nie wiedziałam od kogo może być. Po otwarciu okazało się, że paczuszka pochodzi od drogerii internetowej ezebra.pl, z którą jakiś czas temu nawiązałam współpracę.

A oto, co znalazłam w środku:
Biała kredka do oczu NYC, fioletowy cień do powiek Bourjois, top coat Sally Hansen oraz błyszczyk do ust Sally Hansen.

Niebawem możecie się spodziewać recenzji powyższych kosmetyków, bo już rozpoczęłam ich testowanie :).

Jakiego z nich jesteście najbardziej ciekawe? A może któryś z produktów jest Wam dobrze znany? 

wtorek, 3 września 2013

100% natural lip roll-on Berry

Hej!

Znów mnie tu trochę nie było .. Tym razem miałam mały problem z internetem - bardzo się zacinał i wgrywanie zdjęć trwało całą wieczność .. ;/ ehh, tak to jest jak ma się bezprzewodowy router, a w domu 5 komputerów, z których codziennie ktoś korzysta.

Nie wiem, jak Wy, ale ja jestem maniaczką wszelkich mazideł do ust. W moich kosmetyczkach najwięcej jest błyszczyków, pomadek oraz masełek przeznaczonych właśnie do pielęgnacji ust.
Dbam o to aby moje usta były zawsze gładkie, miękkie i bez suchych skórek. Ostatnio byłam bardzo zadowolona z kokosowego masełka do ust firmy The Body Shop, postanowiłam więc wypróbować kolejne mazidełko do ust tej marki. Tym razem mój wybór padł na 100% naturalny błyszczyk w kulce o apetycznym jeżynowym zapachu.
Opakowanie kosmetyku to 10 ml roll-on zakończony metalową kuleczką, która przyjemnie chłodzi usta podczas aplikacji. Bardzo przypadło mi ono do gustu - jest na pewno zdecydowanie wygodniejsze w użyciu niż odkręcane masełka w słoiczkach, które aplikuje się palcem.
Konsystencja błyszczyku jest dość płynna. Jego kluczowymi składnikami są olej sojowy i oliwa z oliwek, które delikatnie natłuszczają usta i niwelują suche skórki.
Błyszczyk się nie klei, co stanowi dla mnie dużą zaletę. Często noszę rozpuszczone włosy i bardzo nie lubię jak przyklejają mi się one do ust.
Może być stosowany bezpośrednio na usta lub na pomadkę, aby nadać jej subtelny połysk.
Po użyciu usta są gładkie i miękkie. Błyszczyk bardzo ładnie prezentuje się w połączeniu ze szminką. Nadaje delikatny efekt mokrych ust. Niestety zbyt długo się na nich nie utrzymuje, ponieważ ma tak apetyczny zapach i słodki smak, że często po prostu go zjadam .. ;d

Uważam że taki roll-on do ust stanowi świetną alternatywę dla zwykłych błyszczyków. Ja na pewno skuszę się na kolejny, kusi mnie pomarańcza lub mięta :).
Cena błyszczyku wynosi 20 zł. Uważam, że jest ona w pełni adekwatna do jego jakości i wydajności - błyszczyk starcza naprawdę na długo.

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Victoria's Secret Mango Temptation, mango nectar&hibiscus fragrance mist

Hej!

Wakacje nieubłaganie zmierzają ku końcowi .. Pogoda za oknem niestety coraz gorsza. Mimo że świeci słońce, a termometry pokazują ponad 20 stopni Celsjusza, to wieczorami da się odczuć lekki chłód dający znać o zbliżającej się jesieni .. Zdecydowanie bardziej wolę ponad 30 stopniowe upały, na które niestety będę musiała chyba poczekać do następnego lata.
Ehh, ale pesymistyczny początek postu mi wyszedł .. Wcale to nie było zamierzone!

No cóż, tak już zaczęłam, to aby dalej nie przedłużać i nie pogrążać się w pesymistycznym nastroju, przejdę od razu do głównego tematu notki, którym jest mgiełka do ciała Victoria's Secret o kuszącym zapachu mango. Dla mnie to zdecydowanie zapach tego lata :).
Kosmetyk znajduje się w plastikowej butelce o pojemności 250 ml. Butelka jest przezroczysta, przez co bez problemu widać poziom wypełniającej jej różowej mgiełki. Butelka jest utrzymana w różowo złotej kolorystyce, która bardzo mi się podoba. W tle widać kwiatowy design nawiązujący do pięknych kwiatów hibiskusa.
Sposób użycia mgiełki to po prostu spryskanie nią ciała przy pomocy wygodnego atomizera.
Mgiełka Mango Temptation to połączenie egzotycznego owocu mango z apetycznym nektarem hibiskusa. Zapach jest świeży, owocowo-kwiatowy - idealny na lato. Wyczuwam w nim słodką nutę owoców, jednak dzięki dodatkowi wyciagu z aloesu i rumianku mgiełka nie jest przesłodzona, a przynosi orzeźwienie w upalne dni. No po prostu cud, miód i malinka. Ja jestem tym zapachem oczarowana i na pewno kupię kolejną butelkę. Duży plus za trwałość zapachu, który utrzymuje się na ciele (a także włosach, ubraniu i wszystkim co tylko miało kontakt z mgiełką) przez wiele godzin. 
Cena mgiełki wynosi ok 60 zł.

Jeśli jeszcze jej nie znacie to gorąco Wam polecam! Na pewno ten zapach przypadnie Wam do gustu :).

piątek, 23 sierpnia 2013

Nivea anti-perspirant Energy Fresh

Hej!
Na wstępie od razu przepraszam za moją długą (tygodniową!) nieobecność .. 
W ostatni weekend przydarzył mi się niemiły incydent - podczas imprezy w klubie zostałam okradziona. Skradziono mi portfel, w którym miałam wszystkie dokumenty. W tym tyg byłam więc trochę zabiegana załatwianiem nowego dowodu, duplikatu legitymacji studenckiej itp. Trochę się nalatałam po urzędach, byłam nawet na policji, jednak nie przyjęli mojego zgłoszenia, ponieważ musiałabym kogoś konkretnie oskarżyć o kradzież .. Trochę wydało mi się to dziwne, bo przecież złodziej zazwyczaj działa tak, aby nie być dostrzeżonym, więc nie miałam pojęcia, kto zabrał mi portfel. 
Już się trochę ogarnęłam, a więc najwyższy czas nadrobić zaległości na blogu. 

Dziś napiszę Wam parę słów o produkcie, którego każda z nas używa codziennie - antyperspirancie. Ja preferuję sztyfty oraz spraye, ponieważ nie lubię uczucia lepkości, które pozostawiają dezodoranty w kulce zaraz po aplikacji.
Antyperspirantem, którego używam obecnie jest Nivea energy fresh. Jak się u mnie sprawdza? Zaraz się dowiecie .. ;)
Opakowanie to 150 ml atomizer, z którego bez problemu dozuje się produkt na skórę.
Zapach jest świeży, idealny na lato. Wyczuwam w nim trawę cytrynową. Nie jest jednak zbyt intensywny, po paru minutach w ogóle go nie wyczuwam .. Ma to jednak swoje plusy - zapach dezodorantu nie kłóci się z używanymi przez nas perfumami.
Kolejną jego zaletą jest brak alkoholu w składzie - nie wysusza wrażliwej skóry pach. Kosmetyk jest bardzo delikatny. Zawiera naturalny olejek z awokado, dzięki czemu nie powoduje podrażnień.

Nie jestem w stanie stwierdzić, czy zapewnia 48h ochronę przed potem, którą obiecuje producent (myję się codziennie ;d), ale kilkanaście godzin od rana do wieczora spokojnie daje radę.

Dezodorant nie brudzi ubrań :).

Jego cena to kilkanaście zł.

Bardzo lubię antyperspiranty Nivea, więc na pewno jeszcze kiedyś do niego wrócę.

piątek, 16 sierpnia 2013

Prezenty! :)

Hej!
Dzisiaj się pochwalę, a co! ;d
Chyba każdy z nas lubi dostawać prezenty. Zwłaszcza te niespodziewane, bez okazji ;d
Dzisiaj moi rodzice wrócili z wakacji, a co się z tym wiąże - przywieźli mi 'mały' upominek. 
Przyznam szczerze, że spodziewałam się dostać tylko złotą bransoletkę, o którą ich prosiłam. Nie liczyłam, że otrzymam coś jeszcze, zwłaszcza, że taka bransoletka nie należy do najtańszych ..

A oto co otrzymałam:
Przepiękna, złota bransoletka marki Guess z 3 zawieszkami. Jest naprawdę śliczna i taki prezent w zupełności by mnie usatysfakcjonował. Jednak moi kochani rodzice postanowili sprawić mi bardzo miłą niespodziankę i oprócz bransoletki otrzymałam jeszcze 2 rzeczy :).
Okulary Ray-Ban. Zupełnie się nie spodziewałam, że dostanę nowe okulary, tym bardziej, że dopiero co dostałam jedną parę na dzień dziecka (różowe awiatorki Guess, które pokazywałam TUTAJ). Baaardzo mi się podobają :).
No i nowe perfumy - Moschino Funny!. Jak narazie nie mam pojęcia jak pachną, ale uwielbiam wszelkie zapaszki, także i ten prezent sprawił mi wiele radości. Znając gust mojej mamy, na pewno przypadną także i mnie do gustu :).
Nie wiem, czy przeczytacie tego posta, ale dziękuję Wam Kochani Rodzice! :*

wtorek, 13 sierpnia 2013

Garnier Intensywna Pielęgnacja - ujędrniające mleczko do ciała

Hej!
Każda z nas chce mieć gładką i jędrną skórę. Chcąc sprostać naszym wymaganiom firma Garnier stworzyła ujędrniające mleczko do ciała, którego zadaniem jest napięcie, ujędrnienie i nawilżenie skóry. Jesteście ciekawe, jak się u mnie sprawdziło? Zapraszam do recenzji! :)
Mleczko do ciała zamknięte jest w 250 ml, poręcznej butelce wykonanej z plastiku w żółtym kolorze. 

Zamknięcie butelki jest solidne, dozownik niewielki, dzięki czemu nie ma problemu z wydostaniem się zbyt dużej ilości kosmetyku.
Konsystencja mleczka jest lekka, łatwo się rozprowadza i szybko wchłania się w skórę. Mleczko ma świeży, cytrusowy zapach, który idealnie pasuje mi do aktualnej pory roku:).
Czy rzeczywiście napina, ujędrnia i nawilża skórę? Nie do końca .. Dobrze nawilża, lekko napina, ale z ujędrnianiem raczej średnio sobie radzi. Skóra po użyciu tego mleczka jest gładka, miękka i wyraźnie nawilżona. Efekt ujędrnienia jest niewielki. W sumie to nie jestem tym faktem ani trochę rozczarowana, bo nie oczekiwałam, że mleczko ujędrni moją skórę. Jego działanie w pełni mnie satysfakcjonuje. Przy regularnym stosowaniu dostrzegłam poprawę kondycji skóry - jest ona optymalnie nawilżona i przyjemna w dotyku. Mimo, że mleczko nie daje obiecanego efektu liftingu i tak na pewno jeszcze kiedyś do niego powrócę. Bardzo lubię jego energetyzujący zapach oraz nietłustą formułę mleczka-żelu. Ideał na lato :).
No i cena również bardzo przyjemna - niecałe 15 zł :).

Znacie to mleczko? Ciekawa jestem, jak się u Was sprawdziło.

niedziela, 11 sierpnia 2013

Nowości w mojej szafie! :)

Hej!
Pewnie nie będzie to dla Was dużym zaskoczeniem, jak napiszę, że jestem zakupoholiczką! 
Sama nie wiem czy to wada, czy po prostu taka cecha, ale taki jest fakt i tego nie zmienię. A może wcale nie chcę tego zmieniać? .. ;d
Z jednej strony nowy ciuch od razu poprawia mi humor i sprawia, że nawet najgorszy dzień staje się lepszy, a z drugiej strony mój portfel i karta niekiedy trochę źle znoszą moje zakupowe fanaberie .. ;d 
Niemniej jednak zakupy to coś co wypełnia sporo mojego wolnego czasu i sprawia mi wiele radości.

Dzisiaj będzie dużo zdjęć. Chcę Wam pokazać, co udało mi się upolować podczas moich ostatnich - dzisiejszych zakupów :).

Poniżej moje zdobycze w workach .. ;d
A teraz zawartość każdego z nich. 
Na początek Venezia i kolejna para sandałków ..
Delikatne, złote z modnymi w tym sezonie paseczkami oplatającymi stopę. Po środku pasmo subtelnych koralików.
A tak prezentują się na stopach ..
Nie mogłam ich nie kupić! ;d W dodatku ich cena była mocno obniżona - z 339 zł na 199.
Kolejna zdobycz w jednym z moich ulubionych sklepów - River Island. Tym razem moją uwagę przyciągnęła zwiewna sukienka z koronkowymi wstawkami i bardzo ciekawym, odważnym tyłem.
Poniżej zdjęcia sukienki na mnie ..
Bardzo się starałam pokazać Wam jej tył, jednak nie mając do dyspozycji nikogo do pomocy przy robieniu zdjęć ciężko było mi samej go uchwycić ..
Mam nadzieję, że coś tam jednak widać ;).

No i bardzo atrakcyjna cena sukienki - 45 zł, przeceniona z 149! Chyba same przyznacie, że nie mogłam nie skorzystać z takiej okazji ;).
Mój drugi ulubiony sklep - Zara i kolejna bluzeczka do kolekcji w niezwykle modnym w tym sezonie kolorze - bieli. Bardzo przypadł mi do gustu jej fason z ciekawymi wycięciami po bokach oraz suwakiem z tyłu. Jest naprawdę przepiękna!
Bluzeczka na mnie .. 
Niestety znów musiałam sobie sama radzić z robieniem zdjęć ..


I znów duża obniżka ceny - ze 129 zł na 49 :).
Jak Wam się podobają moje łupy? Ja jestem z nich bardzo zadowolona :).